Na początek, jak zwykle, filmik reklamowy o serku, co nie zawiera:
W sielankowej scenerii, na łące nad szemrzącym w Dolby Surround strumyczkiem, który nieco wbrew utartym zwyczajom płynie grzbietem wzniesienia, modelowa rodzinka 2+1 zażywa odpoczynku na gościnnym i przestronnym łonie natury wśród stokrotek i kaczeńców. Jest słodko. Nic nie zapowiada nieszczęścia, które wisi w krystalicznie czystym powietrzu o naturalnym aromacie alpejskim.
Wszystko zaczyna się w chwili, gdy białozębna (widocznie jeszcze nie miała do czynienia z Bluetooth) córcia, zainspirowana swoją ulubioną książką pt. "Tajniki przetwórstwa spożywczego", wydaną nakładem Zakładów Naprawczo-Remontowych Sera Białego i Pochodnych im. Kostki Napierskiego w Biłgoraju, zaczyna indagować tatusia na typowe dla młodych dam tematy w rodzaju zagęstników, barwników i konserwantów.
Niestety, niedouczony tatuś, który najwyraźniej wychował się na na strychu sławojki i żywił wyłącznie rzeżuchą oraz kłączem tataraku, wykazuje się rażącą niewiedzą na temat zagadnień, które tak pasjonują dzieci w jej wieku. Moim zdaniem to duży błąd wychowawczy. Wypadałoby być na bieżąco z zainteresowaniami własnego dziecka. Albo przynajmniej nie kupować mu takich trudnych książek.
W czasie tej pasjonującej dyskusji mamusia wspiera mentalnie ignorancję małżonka i radośnie smaruje kromki chrupiącego chleba serkiem Almette, puszystym niczym biały perski kot porażony prądem i wytarzany w zieleninie. Oczywiście na powierzchni serka jest cała masa świeżo ciętego szczypiorku. Czysta fikcja, bo choćbyście rozbebeszyli widłami wszystkie opakowania Almette w chłodni w Biedronce, to zawsze znajdziecie jedynie jakieś nieliczne, wymemłane z serkiem uwiędłe strzępy.
Inną bzdurą jest natrętnie powtarzany w sielankowych reklamach nabiału motyw spożywania na łonie natury różnych jogurtów, serków i innymi produktów, na których zawsze jak byk jest napisane "przechowywać w warunkach chłodniczych". A lodówki w okolicy jakoś ni cholery nie widać. Nawet samochodowej. Jak wynika z mojego doświadczenia, po paru godzinach w koszyku na słońcu taki serek ma konsystencję maści ogrodniczej przeciw pasożytom kory drzewnej i nadaje się jedynie do smarowania pułapek na mało wybredne myszy. No, chyba że zawiera konserwanty, utwardzacze i parę innych dodatków...
A ja się tak zastanawiam, czy Almette naprawdę chciałoby mieć klientów, którzy nie mają pojęcia co jedzą?
"...puszystym niczym biały perski kot porażony prądem i wytarzany w zieleninie..."
OdpowiedzUsuńHa,ha,ha, spadłem z krzesła :D Mnie ostatnio bawi też reklama LTE z Plusa o porażającej prędkości transferu, wynoszącej do 150Mbit. Szczególnie po testach zamieszczonych w kilku znanych czasopismach o temnatyce komputerowej, które pokazały, że w miejscach o najlepszej jakości sygnału, rzeczywisty wynik wynosi nieco ponad 40Mbit :)